• Kuba,  Trinidad,  Trynidad

    Hasta siempre comandante – gitarzysta w pociągu

    Hasta siempre comandante – ciągle słyszę te słowa zaśpiewane w pociągu bez okien.  Pociąg z Trynidadu do Valle de los Ingenios człapie się z prędkością wychudzonej szkapy. Prędkość by się przydała. Tylko wiatr może schłodzić zaczynające się właśnie na Kubie lato.         Mężczyzna z gitarą wsiadł w Trynidadzie. Zagrał kilka piosenek. Zebrał trochę monet. Zarobił może z 50 CUC-ów. Część pewnie musiał potem odpalić załodze pociągu. Na koniec i tak została mu w kieszeni średnia miesięczna kubańska pensja. Na filmiku gitarzysta gra rzewną historię Che Guevary. Oj lubią go tutaj, ciągle lubią. Z pewnością gdyby tragicznie nie zginął, jego kult nie rozwinął by się tak mocno. Bez wątpienia do wzmocnienia tego kultu przyczyniła się także ta piosenka.   Hasta siempre comandante – co właściwie znaczy?   Piosenkę skomponował Carlos Pueblo w 1965…

  • Serbowie mają problem z Polakiem
    Bałkany,  Serbia

    Serbowie mają problem z Polakiem – z Tadeuszem

    Serbowie mają problem z Polakiem, z Tadeuszem, całe szczęście, że tylko z tym już nieżyjącym – Kościuszką.   W centrum Belgradu, na zachód od Skadarliji, znajduje się ulica Tadeusza Kościuszki. U nas każde miasto ma przynajmniej jedną ulicę poświęconą narodowemu bohaterowi. :)))) Serbowie mają jedną taką w stolicy, no i mają z nią problem, głównie językowy.   – Na tej nazwie można połamać język! – grzmią mieszkańcy miasta. Jak to do cholery wymawiać? Aby to wyjaśnić, muszę na chwilkę pisać po serbsku, czyli tak jak słyszę.   Zgodnie z tą zasadą George Michael po serbsku zapisuje się „Dżordż Majkel”. A Tadeusz Kościuszko – Tadeuš Košćuško. No i mamy problem, w serbskim nie ma głoski „ś”. Zamiast tego Serbowie piszą „š” czyli „sz”. Czyli nasz słynny Tadzio to w wymowie „tadeusz koszćuszko”. Dodatkowy problem bierze się z odmiany nazwiska, bo…

  • santeria kuba hawana
    Kuba

    Santeria na Kubie, byłem na prawdziwym obrzędzie!

    Santeria na Kubie nie jest martwym obrzędem!   Słyszałem, że Kubańczycy kultywują religię przodków. Ale nie przypuszczałem nawet, że zobaczę ten obrzęd na własne oczy! Na pozór wydaje się, że to tylko teatr pod turystów – ale nie – to bezsprzecznie ciągle żywa tradycja.   Santeria na Kubie – skąd się wzięła?   Tak króciutko: Hiszpanie od arabskich handlarzy kupowali niewolników z Czarnej Afryki. Statkami transportowali ich na kubańskie plantacje trzciny cukrowej. Siłą chrzcili i zakazywali pogańskich wierzeń. Oczywiście wychodził z tego miks afrykańskich i chrześcijańskich przesądów i zwyczajów. Stary bożek dostawał imię świętego i dalej pełnił swoją rolę. Eleggua, bóg domostw, zmienił się w świętego Antoniego z Padwy. Babalu Aye, bóg-uzdrowiciel, został świętym Łazarzem. Olorun, najwyższy z bogów, stworzył świat i pozostałych wszechmocnych.   Największą chyba rolę w santerii pełni przede wszystkim Pan Bieli – Obatala. To taki Jezus i jego Matka…